Motyle w brzuchu, a potem… rutyna? [felieton]

Decydując się na związek albo i niekoniecznie się decydując, bo to serce oszalało, nie ma się pojęcia, czy zabijecie się za dwa miesiące czy to jednak będzie To. Po prostu. Nie masz żadnej pewności.

Motyle w brzuchu, a potem… rutyna? [felieton]

Decydując się na związek albo i niekoniecznie się decydując, bo to serce oszalało, nie ma się pojęcia, czy zabijecie się za dwa miesiące czy to jednak będzie To. Po prostu. Nie masz żadnej pewności. Ani na początku związku, ani po dwóch miesiącach, ani zakładając obrączkę na palec. Nie ma bata. Zazwyczaj to wygląda tak: motyle, związek, a potem rutyna.

Po pierwsze

Nie zakładaj, że się nie uda. Ale miej świadomość, że tak może być.

Wpadanie w ten cały rytm związku. Najpierw zakochanie, te słynne motyle w brzuchu, o których mówi się na lewo i prawo nie bez przyczyny. Czy naprawdę są, czy ich nie ma, to ten pierwszy czas totalnego zauroczenia sobą przemija. Pierwszy etap związku jest trochę jakby się było na haju. Wszystko fajnie. Ale jeśli potem przyjdą obowiązki, samotny wieczór, jedno nieodebrane połączenie, dla niektórych to może być jak upadek na grunt z ogromnym bólem. I to co będzie dalej, zależy tylko od samych zaangażowanych.

O rozpadach związku i rozwodach słyszy się wszędzie. To jest coś w stylu: No cześć, Wiolka z Frankiem się rozstali. No cześć, a tak słyszałam, a widziałaś ten korek na Przemysłowej?

Powszechna rzecz. To, że takie rzeczy się zdarzają, nie znaczy, że się na bank nie uda. Bo Wiolce z Frankiem się nie udało. Tak samo słuchasz codziennie o wypadkach i potrąconych pieszych. A nie siedzisz zamknięta na chacie z przerażeniem. Jak wszystko będzie w porządku, partner będzie odpowiedni, życie z nim miłe i obydwoje będziecie dążyć do zbudowania silnej relacji, to jest szansa, że się uda. Oczywiście, nie wymieniam wszystkich ważnych aspektów bycia w związku. Pomijam je celowo. Chodzi tylko o założenia.

Jeśli w panice będzie się zakładało, że to na pewno się nie uda, to lepiej sobie odpuścić. Nie o to chodzi, żeby budzić się codziennie i zadawać sobie sto pięćdziesiąt pytań, czy to aby na pewno dobry pomysł. Skończy się tak, że gościu odwróci się na pięcie, bo nie ma co tracić czasu albo się weźmie swoją szanowną osobę w garść. Jest dobrze teraz, dziś, było rano i wczoraj wieczorem? Nie przeraża Cię myśl, że będzie przy Tobie za jakiś nieokreślony czas? No to wszystko jest na dobrej drodze. Motyle w brzuchu, a potem… rutyna? [felieton]

Nie musisz go ubierać we frak i ganiać na kurs przedmałżeński. A no właśnie…

Po drugie

Nie zakładaj, że to ostatni facet w Twoim życiu. Ale miej świadomość, że może tak być.

Możesz za rok znów siedzieć sama na kanapie i czekać zupełnie na nikogo. Jeśli po miesiącu znajomości jesteś pewna, że to będzie ojciec twoich dzieci, jego pot na pewno nie pachnie, a skarpety zawsze wrzuci do kosza na pranie – zejdź na ziemię, kobieto. Możecie po jakimś czasie minąć się w pewnych kwestiach. Złamać. Totalnie się nie zgadzać. Zacząć przeszkadzać sobie wzajemnie. Zwyczajnie poznać i sobie kompletnie nie odpowiadać. Po prostu, miną motyle, minie związek. Zdarza się. To nie tak, że to było nieprawdziwe. Było, ależ pewnie. Tylko nie macie ochoty ani potrzeby budowania stałego związku z miłością. Jeśli nie bierzesz tego pod uwagę, to czas coś z tym zrobić. Gdzieś jest taki, co i po motylach będzie fajny.

Tak już jest

Czasem się udaje, czasem nie. Mimo tego, że w miłości serce rządzi, nie zapominaj, że masz też mózg. Jak za kilkadziesiąt lat usiądziesz spełniona i szczęśliwa – powinnaś sobie bić głośno brawo. Jak właśnie Twój potencjalny kandydat dał nogę, to będzie następny. Odpowiedni.

Polecamy także inne felietony:
>> Ze strachu przed życiem

>> Szczęście? A tak, coś było

Motyle w brzuchu, a potem… rutyna? [felieton]

Podobne

DODAJ KOMENTARZ