Masz prawo spaść i się podnieść [felieton]

No w życiu musi boleć. Nie ma zmiłuj. To, że nie wyszedł obiad, nie znaczy, że jesteś słabą kucharką. To, że spaliłaś jeden żart, nie znaczy, że nie masz poczucia humoru. To, że nie udał Ci się jeden związek, nie oznacza, że nie zasługujesz na prawdziwą miłość. Tak samo masz prawo do błędu jak i do sukcesu.

Nie jesteś ofiarą losu

Tylko litości. Nie rób z tego problemu na skalę światową. Nie płacz dzień i noc, bo coś się schrzaniło i się nie spodziewałaś. Jesteś zdziwiona, że coś TOBIE mogło nie wyjść. Nie mów, że jesteś do niczego (bo nie jesteś), świat jest zły (bo ma w sobie też wiele dobra), a ludzie to zwyczajne gnoje i wszyscy są tacy sami (nie są, a to, że ktoś jest inny, nie oznacza, że jest gorszy; ma prawo żyć jak chce). Nie zamęczaj tym sąsiada, którego spotkasz w kolejce w mięsnym, ciotki co wpada raz na rok a przede wszystkim – siebie. Wiem, to nie jest proste. Mnie niepowodzenie cholernie demotywuje. Po prostu mam ochotę tym rzucić i już więcej nie próbować, bo skoro nie wychodzi, to nie. Ale to chyba właśnie o to chodzi. Gdyby wszystko nam się zawsze udawało to nie docenilibyśmy sukcesów. Spełnionych celów. Marzeń.

To trochę jak w sporcie. Boli? Bo ma boleć. Trzęsą Ci się mięśnie i masz wrażenie, że zaraz zejdziesz? To znaczy, że to, co robisz, działa.

Masz prawo, masz wpływ

„Bo życie jest niesprawiedliwe i nie mam na nie wpływu”. No. Jest. Żadna eureka. I nigdy nie będzie. Zdarzają się losowe sytuacje, na które nie masz wpływu. Reakcje, których się nie spodziewasz. Słowa, których nie chcesz usłyszeć. Tramwaj, który ucieknie Ci wtedy, kiedy właśnie do niego dobiegasz. Ludzie, którzy zawiodą, kiedy jest to ostatnia rzecz, której byś chciała.

Ale na swoje życie masz wpływ. Na swoje podejście i samopoczucie. Masz wpływ na to, czy za kilka lat będziesz szczęśliwą kobietą i matką, z satysfakcjonującą pracą, kimś bliskim przy boku. Lub tylko po prostu kobietą spełnioną. Masz wpływ na to, czy patrząc na swojego mężczyznę rano nie będzie Ci się brało na mdłości. Czy zobaczysz efekty wpieprzania kiełków na swojej talii. Czy poświęcisz wystarczająco czasu swojemu hobby. Czy stwierdzisz, że te wszystkie błędy to dobrze, że się wydarzyły, bo może nie miałabyś odkrytych na nowo wartości i potrzeb. Bo w końcu jesteś w tym miejscu nie bez powodu. Czy idąc do pracy nie będziesz kląć pod nosem i zastanawiać się co by było, gdyby tak dziś szefowi…

Nic samo się nie zrobi

Pomyślałaś teraz, że w sumie to mogłoby? Mamy też taka tendencję do wymyślania argumentów branych znikąd, czyli tak zwanych wymówek. Nie pójdę biegać, bo z moim szczęściem złamię nogę i już w ogóle nie będę sportowcem. Zabawne? Dość. Ale każdy z nas tak robi. Sama bardzo często się na tym łapię, ale staram się przed powodzeniem „ale” pomyśleć, czy naprawdę tak uważam. O ile jest to jeden dzień użalania się i wymówek to ok. Ale kiedy tak jest codziennie i myślisz leżąc na kanapie i przeglądając Facebooka, że praca zrobi się sama (przy okazji jest do kitu), Mężczyzna Twoich Marzeń zapuka do Ciebie, a za nim w kolejności będzie stać Radość Życia, Zdrowie i Dobre Samopoczucie, bo absolutnie Ci się to należy, to sorry. W tym momencie, nie należy Ci się nic, bo za co?

Nie chce Ci się nic robić, bo na pewno się nie uda? Wiesz… Mówią, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. To, czy go wypijesz, zależy od Ciebie.

Masz prawo spaść i się podnieść. Tyle.

Polecamy także pozostałe felietony w dziale Samorozwój 🙂

About the author

Related

JOIN THE DISCUSSION